Accidentally o swojej przygodzie w ICC

Lich King
Po wczorajszym pierwszym upadku Króla Lisza z rąk myszek i klawiatur polskich graczy, postanowiliśmy poprosić bohaterów wieczora – członków gildii Accidentally, o komentarz w tej sprawie.
O ich zmaganiach w Icecrown Citadel i nie tylko, opowiedział nam gracz Escar.
Icecrown Citadel 12/12… normal mode. Przed nami ciągle jeszcze hardmodes, na które jednak przyjdzie nam poczekać do przyszłej środy. Pilnie śledzimy newsy zza oceanu i z Europy, mając nadzieję, że pomimo tygodniowego opóźnienia uda nam się trochę jeszcze progress podgonić.
Dotychczasowe podbijanie Icecrown było przyjemną rozrywką, nie wymagającą jakoś szczególnie frustrujących wipów… aż do Lich King’a.
Początkowo bossem trudnym wydawał się Putricide i zanim pojawił się Lich King, chyba najtrudniejszy boss w instancji. Do niego przygotowaliśmy się na 10-tkach i wstępnie testowaliśmy taktykę 25-man naszym rajdem altowym.
Blood-Queen Lana’thel oraz Sindragosa nie wydawały się aż tak trudne, szczególnie, iż nie towarzyszyła im wstępna fama „boss nie do zabicia”, jak to miało miejsce w przypadku Profesorka. Ponad to, tych dwóch bossów nie mogliśmy wstępnie przetestować rajdem altowym, a jednak ta pierwsza padła w drugiej próbie, a „szkieletorek” w trzeciej. Przy Sindragosie było jednak trochę nerwowo, z uwagi na odrobinę zbuggowane, chaotyczne poruszanie się bossa oraz świadomość, że każda próba stracona na Sindragosie automatycznie oznacza mniej prób na Lich King’u.
Brak dodatkowych prób w postaci rajdów altowych, jak i fakt zabicia Blood-Queen Lana’thel tydzien po „premierze” wynika bezpośrednio z naszej przeprowadzki na nowy serwer. Niestety, z uwagi na wybór serwera, na który konieczny był płatny transfer, nie mogliśmy zabrać ze sobą wszystkich naszych postaci, tylko te wytypowane jako niezbędne dla dalszego progressu. Przy okazji transferu natknęliśmy na „bug”, który całkowicie zablokował nam możliwość progressu Blood-Queen, pomimo nie wykorzystania żadnej próby na niej.
Błąd polega po prostu na tym, iż w przypadku istniejącego Raid ID, każda osoba przenosząca się na nowy serwer otrzymuje nowy Raid ID wygenerowany losowo. Skutek? Cała gildia z różnymi Raid ID i bez możliwości dokończenia rajdu. Brak informacji na ten temat gdziekolwiek na stronach dotyczących transferu (w tym tez FAQ), nie przekonał nas do zgodzenia się z wypowiedzią GM’ów: „Working as intended.”.
Po co więc było zmieniać serwer niejako w połowie rajdu? Lag. To słowo nie opisuje jednak w całości zagadnienia, jakim stała się „grywalność” serwera Burning Legion. Od początku WotLK myśleliśmy już o transferze, jednak to czego doświadczyliśmy w trakcie wstępnego progressu Icecrown Citadel sprawiło, że podjęliśmy decyzję: „Teraz, albo nigdy!”. Lęki? Czy gildia przeżyje transfer. I inne. Jednak wiedzieliśmy też, że sprawny progress na BL’u, szczególnie z ograniczonymi próbami… to mrzonka. Z żalem więc pożegnaliśmy „polski serwer Burning Legion” wyruszając na świeższe, zielone pastwiska.
Proces wyboru nowego serwera był… skomplikowany. I naprawdę rozważyliśmy wiele za i przeciw, poza tym wiele mieliśmy kandydatur. Ostatecznie wybór padł na Ravenholdt, jako przyszły dom najlepiej odpowiadający naszym potrzebom. Czy dobrze wybraliśmy? Ha! Póki co, jesteśmy zachwyceni. :) A fakt istnienia na RH całkiem licznej, polskiej społeczności jeszcze tę radość z tego wyboru wzmacnia (POZDRAWIAMY!!!!).
I już na nowym realmie przyszło nam się zmierzyć z Lich King’iem. Podeszliśmy do niego od razu „na żywca”, to jest bez próbnego rajdu 25-man altami. Nasze zasoby „postaciowe” w porównaniu do BL’a, to niemal 100% „core squad’u”, ale tylko 1/3 altów (już sobie levelujemy nowe). W trakcie owych 17 prób udało nam się dopracować taktykę i opanować encounter na tyle, żeby w miarę stabilnie dochodzić do fazy trzeciej, z Vile Spirits, niestety zabrakło kilku prób na dobicie do magicznych 10% health points boss’a. Odchodziliśmy od komputerów jednak tylko połowicznie rozczarowani, ponieważ wiedzieliśmy, że wiele gildii, które zabiły w tamtym tygodniu LK, najpierw testowały go rajdami altowymi, na co my nie mogliśmy sobie pozwolić. Ponad to oczekiwaliśmy, że hard modes będą na tyle trudne, że tydzień opóźnienia niewiele zmieni. Cóż…. haha. :) 8 hard modes zrobionych w środę po resecie? :) GJ Blizz. :> <no-lifer’s sarcasm>
:D
Po środowym resecie zrobiliśmy szybkie czyszczenie Icecrown Citadel 25 aż do Lich King’a, zaliczając lekkiego prztyczka w nos od Sindragosa’y, na którą poszli ludzie, których tydzień wcześniej ominęła (ACHI ACHI ACHI! ;) ). Na samego Lich’a zebraliśmy niemal ten sam skład co poprzednio i wróciliśmy do punktu „where we left off”, to jest dopracowywania faz drugiej, trzeciej i przejściowych. Niestety, w środę po clear’u instancji na samego Lich’a zostało mało czasu, tak więc tylko dopieściliśmy kilka rzeczy, w szczególności ustawień addonów i umówiliśmy się na czwartek: „To samo miejsce, ta sama godzina, bądź tam i przynieś własny alkohol!”. ;)
Skutek znacie. :)
Odczucia? Na tym etapie wydaje się, że zdecydowanie najlepszą instancją WotLK był Ulduar. ToC baaaaaaaaaaaaaaaardzo szybko się znudził, a podejmowanie walki o zabicie „Anuba” na 50 prób na serwerze tak lagującym jak Burning Legion, wywoływało więcej frustracji niż przyjemności. Icecrown Citadel jest o niebo lepszą instancją, a bossy ponownie ciekawe. Dlaczego więc Ulduar jednak lepszy? Rozczarowujące wydają się informacje o hard modes. W Ulduar hard mode nierzadko stawał się zupełnie inną walką, z mocno zmodyfikowaną mechaniką. Był czymś nowym, świeżym. A z przecieków o hard modes ICC25man wynika ogólnie, że „boss’owie biją mocniej”. I tyle.
Hmm… zobaczymy. Ale ogólne odczucia w gildii powoli idą w kierunku: „A kiedy premiera Cata?”. :)
Rozczarowujący na pewno nie okazał się Lich King. W tym przypadku Blizzard na szczęście „nie upuścił piłeczki” i trafiła nam się walka, że palce lizać. Nie jest to co prawda stopień trudności taki jakim był, na przykład, M’uru czy Kil’Jaeden, jednak w kontekscie WotLK jest to jedna z niewątpliwie fajniejszych walk i z przyjemnością się w niej uczestniczy. Niebagatelne znaczenie dla wielu gildiowiczow ma też aspekt lore całej walki, jak i kończący ją filmik. Radość po wczorajszym kill’u była stonowana, jednak uczucie zadowolenia, że się tę walkę zaliczyło… duże.
Mam nadzieję, że z czasem, uda się tę walkę zaliczyć jak największej części polskich graczy w WoW. Warto.
Osobiście miałem okazję już ją oglądać z punktu widzenia ranged dps (mag na 25-tce) oraz tank’a i melee (DK na 10-tce). W obu przypadkach na pewno się nie nudziłem. Walka jest bardzo dynamiczna, wymaga częstej zmiany celów oraz śledzenia wielu przeciwników na raz, równocześnie bez spuszczania oka z własnej postaci, z uwagi na Necrotic Plague w fazie pierwszej oraz Defile w kolejnych fazach. W trakcie progressu, następujące niemal równocześnie po sobie Defile oraz spawn addów wywołały niemało wołań o pomstę do nieba. Pozycjonowanie bossa, rajdu i addów jest bardzo ważne i kilka wipe’ów przytrafiło nam się tylko i wyłącznie z tego powodu, że pojedyńcza osoba stałą nie tam gdzie powinna. Na tej walce każdy ma coś do roboty. W niektórych przypadkach wystarczył DC jednej osoby, aby na Ventrilo Vesparion (ex. Nin) wydał komendę „Wipe! Wszyscy biegną!”.
Osobiście nie mam możliwości obejrzenia walki z Lich King’iem z POV heal’era, ale sądząc z okrzyków Valkirie (naszego Valkirie, nie tych od bossa :P ) klasy leczące, też się na tej walce nie nudzą. :)
I to tyle. Czekamy z niecierpliwością na hard modes i liczymy na to, że ICC25/10 man z ich hard mode’ami pozwolą nam nie nudzić się aż do nadejścia Cata. Choć w duszy gracza, na myśl o Cata, coś już w kierunku Blizzarda wołą: GIEEEEF! No i oczywiście chcielibyśmy w jakimś rozsądnym terminie zaliczyć hard mode kill Lich King’a. :)
Pozdrawiamy! HF! :)